Poseł na sejm – brzmi dumnie. Można założyć że Poseł to „zawód” lub „misja” społeczna, choć nawet społecznik musi coś jeść, gdzie mieszkać… Poseł opłacany jest więc przez naród, i przez naród chroniony jest immunitetem nawet przed odpowiedzialnością karną. Poseł to ktoś komu usunięto wszelkie przeszkody zarówno materialne ale i prawne, byle tylko mógł bezproblemowo wypełniać swoją misję, swój zawód.
Co może poseł? Poseł jako przedstawiciel narodu, winien przede wszystkim stanowić prawo. Jego rzeczywiste możliwości działania ograniczają się w zasadzie do sejmu, a sejm w swojej istocie jest miejscem, organem stanowiącym prawo, prawo dla narodu.
Jak to wygląda w Polsce ? Poseł jest często postrzegany jako ktoś kto „coś” załatwia. A to remont lokalnej drogi, a to skanalizowanie jakiejś wsi. Czasem jak się potocznie przyjęło, „interweniuje” w jakiejś ważnej społecznie sprawie… Czy aby na pewno robi to dla narodu?
Czy Poseł na sejm z racji swoich kompetencji, pozycji i zajmowanego stanowiska winien wywierać „nacisk” na lokalne władze, by te realizowały przedsięwzięcia, które według Posła są natychmiast konieczne? Czy Poseł może wywierać „nacisk” na działania spółek skarbu państwa, wbrew ich planom budżetowym, narażając je na straty? I czy wreszcie ocena posła winna się opierać na ilości wystąpień w sejmie i zgłoszonych interpelacji ?
„Branża polityczna” w naszym kraju jest niczym innym jak bezpośrednim odbiciem nas samych. To my przecież wybieramy posłów, to my ich „rozliczamy” i to My ponosimy Pełną odpowiedzialność za ich działania. Jeśli nagradzamy posła na sejm który „załatwił” nam zniżkę na przejazd autobusem do pracy, to można odnieść wrażenie, że nie dorośliśmy jeszcze do demokracji .
Posłowie, Burmistrzowie i Wójtowie doskonale wiedzą, że dla Polskiego społeczeństwa ważne jest „wrażenie”. Cała merytoryka ich działań jest drugorzędna, dlatego też przedstawiciele władzy lokalnej lubią otwierać nowe mosty, przecinać wstęgi, i błyszczeć w lokalnych mediach. Tak naprawdę bowiem mało kto zadaje sobie trud by „przebrnąć” przez swoista obwolutę takiego przekazu i zastanowić się ile w nim jest prawdy a ile bezpardonowego kitu.
Takie same zasady dotyczą wszystkich szczebli Państwa Polskiego. W szczególności widać to było podczas pierwszej w historii wolnej Polski, komisji śledczej w sprawie zwrotu „lub czasopisma” w ustawie medialnej. Znaleziono „winnego” i osadzono w więzieniu. Ale co ów winny zrobił? Zmienił Prawo? Coś „załatwił”? Kim on w ogóle był? Może był posłem? Premierem? Senatorem? Czy ów „winny” miał realny wpływ na kształtowanie prawa w tym kraju? Otóż nie. Ów „winny” odsiedział swoje w więzieniu, za słowa. Czy Państwo Polskie znalazło winnego planowanych zmian w ustawie i czy w ogóle owe zmiany miały szanse stać się realnym ?
W Polsce każda ustawa zanim wejdzie w życie musi zostać opracowana przez sejm czyli ponad 460 posłów. Każdy z nich może zgłosić uwagi co do jej zapisów by wreszcie całość „masy parlamentarnej” zagłosowała na TAK. Ale nawet wówczas druga izba parlamentu czyli senat, weryfikuje w dokładnie ten sam sposób ową ustawę. Gdy i ona nie dostrzeże rażących błędów, wydaje werdykt i ustawa „przechodzi”. I nawet w tym momencie, nie jest to obowiązujące prawo. Jest jeszcze jedna ostateczna granica – prezydent. Swoiste „jednosobowe” ciało decydujące, które decyduje o losie każdej ustawy.
Aby lobbyści i inni „niedobrzy” biznesmani chcieli wprowadzić do ustawy cokolwiek co będzie działać na ich korzyść, musieli by „przekonać” do tego cały parlament, cały senat i na dodatek głowę Państwa, co wydaje się raczej mniej prawdopodobne niż trafienie szóstki w lotka.
W przypadku słynnej komisji śledczej jedno słowo o które toczyła się wojna mogło całkowicie zmienić oblicze polskich mediów, ale owo słowo nie przeszło nawet przez pierwszy firewall stanowienia prawa w tym kraju i raczej mało prawdopodobne by kiedykolwiek stało się obowiązującym prawem. Tak w zasadzie nawet jakby stało się prawem, to jaki byłby efekt jego obowiązywania?
W świetle reflektorów i dumnych twarzy niektórych polityków opinia publiczna za pośrednictwem dziennikarzy niemalże wszystkich mediów w tym kraju, wydała wyrok. Słynny Lew „poszedł siedzieć” i pomimo obietnic – nic więcej w tej sprawie nie wyjaśniono, śledztwa umorzono, nie znaleziono grupy „trzymającej władzę”, nie znaleziono osób które wprowadziły słynny zwrot do projektu ustawy…
Coś się jednak zmieniło – władza. Wybory pokazały czym jest czwarta władza a prawie każdy polityk w tym kraju ,zobaczył na własne oczy, że merytoryka jego działań i sposób sprawowania urzędu, swoistej misji społecznej, na niewiele się zda w obliczu twardego i obdartego ze złudzeń podsumowania polskiej demokracji w jednym zdaniu : „idziemy w to, bo ciemny lud to kupi.”
Oglądając telewizję, słuchając radia, czytając gazety, warto się czasem pochylić, dotknąć źródła, sprawdzić jak tak naprawdę wygląda rzeczywistość. Czy to co widać i słychać w środkach masowego przekazu, nie jest czasem tym co chce usłyszeć „ciemny lud”, czy nie jest to częścią przedstawienia, swoistych igrzysk społecznych przygotowanych tylko po to by ten lub tamten polityk został dyskryminowany. Czy przecinanie wstęgi lub „interwencje” lokalnych posłów, nie są tylko mydleniem oczu, zasłoną dla rzeczywistych działań które wcześniej czy później dotkną nas wszystkich.
Czy tego chcemy? Dlaczego tak łatwo zmieniamy zdanie w sprawach kluczowych dla nas Samych?
Dlaczego jeden czy dwa artykuły, sensacyjnie podany serwis informacyjny potrafi uśpić w nas zdrowy rozsądek i stajemy się „ciemną masą” żądną krwi, nie rozwiązań, nie prawdy, nie dowodów – krwi, której natychmiastowe podanie da nam złudny spokój ducha?
Dlaczego uśmiechnięta twarz burmistrza czy wójta, przecinającego wstęgę, na tle błękitnego nieba powoduje w nas wzrost poziomu endorfin, zwiększa zaufanie do osoby, której tak naprawdę nie znamy, a obraz który widzimy ma raczej charakter dobrze skrojonej widokówki, niż listy zasług ? Pamiętajmy, że „sukces ma wielu ojców a za błędy zawsze jest winien tylko jeden.”
Warto zastanowić się nad tym w świetle aktualnych wydarzeń, dymisji, oskarżeń i pomówień. Warto, bo dzisiejsze „roszady” których chcemy i których się domagamy, nie są dla nas. Są jedynie po to by w świadomości naszego postrzegania władzy wykreować „oczywistego” winnego, którego wina jest „ponad wszelką wątpliwość” jednoznaczna i „niepodlegająca dyskusji”. Przypomnijmy sobie dramatyczny obraz człowieka który nie tak dawno zajmował czołowe miejsca na okładkach wszystkich opiniotwórczych dzienników w tym kraju a na którego wydaliśmy wyrok jeszcze zanim zdołał otworzyć usta. Po 3 latach spędzonych w areszcie, dowiedział się że nie ma podstaw by o cokolwiek go oskarżyć. Jego „wyjście” i rzeczywista historia nikogo już nie obchodziła, nie był „na topie”, a i mogło się okazać że popełniliśmy błąd w jego ocenie. Nikt nie lubi przyznawać się do błędu, my niestety też, choć demokracja od Nas tego wymaga.
W całym tym zamieszaniu, swoistym medialnym „speedzie” możemy nie zauważyć rzeczywistego planu, snutego latami, w cieniu gabinetów i ciszy biur poselskich, planu który dostrzeżemy dopiero wówczas gdy dosięgnie nas prawo tworzone przez tych którym pozwoliliśmy je stanowić.
Marcin Kapski